czwartek II tygodnia Adwentu – spór krytyków raptowników

Mt 11,11-15
Przekład: 

(dla lepszego zrozumienia kontekstu zaczynam mój przekład od wersetu 11,2, czyli osiem wersetów wcześniej od lekcjonarza)

2 Jan, usłyszawszy w więzieniu czyny Chrystusa, posławszy przez uczniów swoich 3 powiedział Mu:

„Ty jesteś, który przychodzi, czy innego mamy się spodziewać?”

4 I rozsądziwszy Jezus powiedział im:

„Wyruszywszy zwiastujcie Janowi, co słyszycie i widzicie:

5 Ślepcy zaczynają widzieć i kulawi stąpają, trędowaci są oczyszczani i głusi słyszą, i zmarli powstają, i żebrzący są [obdarzani] dobrą nowiną.

6 I szczęśliwy jest, ktokolwiek nie potknie się we Mnie”.

7 Skoro oni zaś odchodzili, począł Jezus mówić tłumom o Janie:

„Co wyszliście na pustyni obejrzeć? Trzcinę przez wiatr kołysaną?

8 Lecz co wyszliście ujrzeć? Człowieka w miękkości ubranego? Oto noszący miękkości są w domach królów!

9 Lecz co wyszliście ujrzeć? Proroka? Tak, mówię wam, i więcej od proroka.

10 Tenże jest, o którym zostało jest napisane: «Oto ja posyłam anioła mojego przed obliczem Twoim, który uszykuje drogę Twoją przed Tobą».

11 Amen mówię wam: nie powstał jest wśród zrodzonych z niewiast większy od Jana Chrzciciela, najmniejszy zaś w Królestwie Niebios większy jest od niego.

12 Od dni zaś Jana Chrzciciela i wciąż teraz Królestwo Niebios jest brane siłą i raptownicy porywają je.

13 Wszyscy bowiem prorocy i prawo aż do Jana wyprorokowali.

14 I, jeżeli chcecie przyjąć, on jest Eliaszem mającym przyjść.

15 Kto ma uszy, niech słucha!”

Uwagi: 

I. Kontekst poprzedzających wersetów

Pozwoliłem sobie rozpocząć od szerokiego kontekstu, ponieważ bez niego – moim zdaniem – pełne i właściwe zrozumienie sensu słów Jezusa jest tu niezwykle trudne. Fragment ten zresztą w ogóle (14!) nie należy do najłatwiejszych. Ktoś mógłby zarzucić też, że zamiast wyjaśniać same słowa, wikłam się w teologiczne wstępy i rozważania. To jednak jedno z takich miejsc, gdzie samych słówek i form nie sposób zrozumieć bez nakreślenia ich teologicznego kontekstu.

Wersety 2-6 Mówią o poselstwie uczniów Janowych. Jan Chrzciciel wskazał na Jezusa jako na Mesjasza przy Jego chrzcie (J 1,19-34). Dlaczego więc teraz pyta się o misję Jezusa? Jest kilka możliwych odpowiedzi na to pytanie. Być może nawet Jan inaczej wyobrażał sobie wcześniej przyszłą publiczną działalność Jezusa i dlatego teraz pyta Jego Samego o to, co sam wcześniej o Nim ogłosił; być może czyni to raczej ze względu na swoich uczniów... Jednak indywidualne przesłanki tego Janowego zapytania, wbrew pozorom, nie są tutaj najważniejsze. Należy je chyba odczytywać w kontekście wątku „podwójnego pierwszeństwa”, zasadniczego dla całej relacji Jezusa i Jana, a nieustannie rozważanego zarówno w Prologu Janowym, jak i w Ewangelii Dzieciństwa św. Łukasza (Łk 1-2), a także w Prologu Ewangelii św. Marka (Mk 1,1-8): Jan poprzedza Jezusa historycznie i jest o pół roku starszy, ale, aby zrozumieć Jezusa, sam musi cofnąć się i zapytać Go o przesłanki swoich własnych wcześniejszych decyzji oraz czynów. Wielkość Jana przejawia się w tym, że – będąc czasowo pierwszy – przyznaje, że nie jest nawet godzien, aby Jezusowi ustąpić miejsca (J 1,27). Pytając o misję Jezusa, pyta również o siebie samego, o swoje własne przesłanki – i dlatego Jezus zaczyna mówić o nim do tłumów natychmiast po udzieleniu odpowiedzi odchodzącym właśnie Janowym uczniom.

Zaraz potem mamy więc mowę Jezusa do tłumów, dotyczącą Jana (7-15) i nawiązującą do odpowiedzi, której Jezus przed chwilą Janowym uczniom udzielił. Skupimy się na podanej w lekcjonarzu drugiej jej części, nawiązując jednak do całości.

 

II. Analiza perykopy z lekcjonarza

11 Amen jest słowem hebrajskim, nieprzetłumaczonym ani w oryginalnej wersji na grecki, ani w łacińskim przekładzie Kościoła – Wulgacie. Dlatego ja również pozostawiam je w brzmieniu hebrajskim. „Amen” jest wyrazem podkreślającym jakąś treść, a zarazem – co trudno oddać w przekładzie – performatywem, czyli słowem, przez które dana treść ma się też urzeczywistnić: „niech się stanie!”

„Powstał jest” - próba oddania po polsku greckiego czasu gramatycznego perfectum, wyrażającego trwające skutki jakiejś czynności, zazwyczaj przeszłej. Próba analogiczna do formy incipitu staropolskiej pieśni wielkanocnej „Chrystus zmartwychwstał jest” – zresztą po grecku tam, gdzie jest mowa dosłownie o zmartwychwstaniu, również występują formy perfectum. Tutaj jest czasownik egeiro („budzić się”), który często odnosi się też do zmartwychwstania (stąd np. ikonograficzna tradycja chrześcijańska zmarłych przedstawia jako śpiących). O zmartwychwstaniu jest też mowa wyżej w wersecie 5. Wydaje się, że można te wersety ze sobą zestawić i rozumieć werset 11 wieloznacznie – „powstanie” Jana Chrzciciela oznaczałoby wówczas jego własne zmartwychwstanie dla Królestwa lub nawet powstanie proroka Eliasza.

12 „Jest brane siłą” (biadzetai, czasownik pochodzi od słowa siła, bia) oraz „raptownik” (biastes – osoba używająca siły) - słowa te miewają sens zarówno pozytywny, jak i negatywny. Jak należy je rozumieć w tym miejscu? Wydaje się, że obydwie interpretacje (rozpatrzone szczegółowo poniżej) są poprawne i wzajemnie komplementarne!

„Porywają je” (harpadzousin) – skojarzenia zarówno z harpią jak i z harfą są tutaj na miejscu. Jedna i druga wiąże się z szarpaniem i – tak samo jak poprzednio – słowo to miewa sens bardzo negatywny („grabić”, „porywać”, „plądrować”), ale może też np. odnosić się do słynnego porwania św. Pawła do raju (2Kor 12,4!)

W wersecie 8 mówi się o zniewieściałych dostojnikach zamieszkujących pałace królewskie, a w 11-12 – o Królestwie Niebios zdobywanym przez raptowników. Warto te dwa wersety odczytać razem, bo zestawiają one ze sobą królestwa ziemskie i Królestwo Niebios (por. z perykopą Łk3,1-6).

Istnieją więc dwie na pierwszy rzut oka wykluczające się interpretacje wersetu 12. Jedna mówi o tym, że Królestwo Niebios jest zagrożone gwałtem ludzi złych (Heroda), a druga – przeciwnie – pochwalając, w pewnym sensie, użycie siły, twierdzi, że należy je zdobywać zdecydowanie, czyli tak jak Jan Chrzciciel. Wydaje się jednak, że istnieje także rozwiązanie, w ramach którego obydwie te wersje nie wykluczają się i są wzajemnie komplementarne. Wyjaśnia to częściowo porównanie tego wersetu z paralelnym u św. Łukasza (Łk 16,16):

„Prawo i prorocy aż do Jana. Od tego czasu Królestwo Boga jest zwiastowane [jako] dobra nowina i każdy weń siłą się wdziera”.

Werset ten można rozumieć również dwuznacznie, na obydwa wyżej przedstawione sposoby. Nie rozstrzyga to więc problemu interpretacji dzisiejszej perykopy Mateuszowej, jeżeli założymy, że dwuznaczność tę należy bezwzględnie zlikwidować (zdecydować, czy werset gani Heroda, czy też chwali Jana Chrziciela). Jeżeli jednak również u Łukasza zobaczylibyśmy konsekwencję wieloznaczności (werset jednocześnie pochwala Jana oraz gani Heroda, te dwie rzeczy sobie nie przeczą!), Łukaszowy wers okaże się wersję Mateuszową potwierdzać.

Argumenty przemawiające za pozytywnym rozumieniem „brania siłą” oraz „raptowników” ("dobra siła" w wersecie 12):

  • z prawa i proroków: Prawo i prorocy, wraz z nastaniem Ewangelii, przemijają. Wraz z Królestwem Bożym nastaje nowy porządek Boskiego panowania. Nie chodzi już o „przymierzanie się” i przygotowywanie do Królestwa. Nastał czas ostatecznych rozstrzygnięć rosnącego w siłę Królestwa. Moc Boża niepomiernie przewyższa wszelkie starotestamentowe zapowiedzi.

  • z konfliktu Jana z Herodem: Wymowa wersetów 7-9, gdzie Jezus zarzuca ludziom, że chcieli ujrzeć wątłego słabeusza. Jan Chrzciciel, przedstawiony jako mocarz – również w nawiązaniu do Eliasza, proroka ognia (Szkaplerz-Karmelitanski), nazywanego także „rydwanem Izraela” (2Krl 2,12) – jest przeciwstawiony słabym, zniewieściałym i mieszkającym w pałacach ziemskim królom. Królestwo Boże przyszło, aby definitywnie pokonać niesprawiedliwą przemoc tyranów, a moc Boża niepomiernie przewyższa wszelką ludzką siłę i władzę.

Ciekawy komentarz do tej sceny tak odczytanej, autorstwa o.Grzegorza Gintera SJ, można znaleźć tutaj: Gwaltownik-dla-krolestwa.

Argumenty przemawiające za negatywnym rozumieniem „brania siłą" oraz „raptowników” ("zła siła" w wersecie 12):

  • z prawa i proroków: Kiedy skończył się czas prawa i proroków (zapowiedzi) i Królestwo jest już rzeczywistością, trudniej chronić je przed zewnętrznymi napastnikami, którzy – w czasie walki ostatecznej – nasilili swoje ataki.

  • z konfliktu Jana z Herodem: Jest to czas ziemskiego królestwa bezprawia – okrutnej, wewnętrznie podzielonej dynastii herodiańskiej, która, u szczytu swojej tyranii, zetnie za chwilę głowę więzionemu Janowi. Oczywiste jest, że arcytyran Herod i inni ziemscy władcy zadają gwałt Królestwu Bożemu. Ziemscy królowie, nawet jeżeli ubierają się w miękkie szaty, właśnie przez tę maskaradę są szczególnie niebezpieczni. Ośmieszając posłańców Królestwa jako „czyniących przemoc”, sami pozostają wilkami przebranymi w miękkie skóry rozszarpywanych przez siebie owiec.

Wszystkie te argumenty są niezwykle silne i pochodzą z biblijnego źródła. Pozostaje więc uznać, że spór pomiędzy dwoma szkołami moralnej klasyfikacji raptowników Królestwa pozostanie na zawsze nierozstrzygnięty. Stwierdzenie to jednak – paradoksalnie – spór ten definitywnie rozstrzyga. Okazuje się bowiem, że wszystkie wynikające z nich wnioski nie tylko nie wykluczają się, lecz także, po dokładniejszym rozważeniu, uzupełniają. Podobną perspektywę przyjmują też niekiedy duszpasterskie komentarze: Gwałtownicy zdobywają Królestwo.

Jedyny problem polega więc na bezzasadnym przyzwyczajeniu interpretatorów do dążenia do niewłaściwie, zbyt wąsko rozumianej jednoznaczności. Dwuznaczność nie jest tutaj ani niekonsekwentna, ani fałszywa – ani teologicznie, ani językowo, ani logicznie.

Po co jednak Jezus w jednym zdaniu miałby mówić jednocześnie o dwóch walczących ze sobą typach raptowników? Wydaje się, że chodzi o szczególne podkreślenie subtelności, a zarazem ogromnej wagi duchowej walki, w której kluczowe jest rozpoznawanie i odróżnianie prawdy od kłamstwa - w sytuacji, w której kłamstwo stara się możliwie najbardziej do prawdy upodobnić.